Zesłanie Ducha Świętego

Nie lękajcie się!

 

Zesłanie Ducha Świętego przemieniło uczniów Jezusa w Apostołów. Wcześniej, gdy trwali na modlitwie w Wieczerniku, mieli już w pamięci nauki i cuda Jezusa, których byli świadkami przez minione trzy lata. Ich serca były pełne przywiązania i miłości do Niego, a radość spotkań po Zmartwychwstaniu i widok Wniebowstąpienia mogły ich umacniać. Ale to wszystko jeszcze nie wystarczało. Bali się wyjść poza swój krąg, bo na zewnątrz czyhały niebezpieczeństwa. Wydawało im się, że najlepiej ochronią to wszystko, co im Jezus zostawił, zamykając się i unikając zagrożeń. Dopiero dzień Pięćdziesiątnicy dokonuje w ich sercach przemiany. Wychodzą z zamkniętego pomieszczenia i ogłaszają zebranym na żydowskim święcie pielgrzymom Dobrą Nowinę. W ten sposób Kościół rozpoczyna wypełnianie swojej misji - głoszenia wszystkim ludom Ewangelii. Zesłanie Ducha Świętego nie było tylko jednorazowym działaniem. Duch został dany Kościołowi i działa w nim, czyli w nas, przez wszystkie pokolenia. Jego działanie jest właśnie takie jak ów wielki dzień. Przychodzi jednocześnie oczekiwany i niespodziewany; jest mocny, ale delikatny. Duch napełnia serca kolejnych pokoleń wierzących, usuwając z nich lęk i obficie obdarowując swoimi darami. Dzięki działaniu Ducha Kościół jest potężny, a bramy piekielne go nie przemogą. Ale jest to potęga inna od potęg światowych. Ponieważ opiera się na mocy Ducha, jest taka jak działanie Ducha: na pozór słaba, bezbronna, często ponosząca widoczne klęski, natomiast daleka od spektakularnych tryumfów. A więc cała siła Kościoła jest z Boga, a przejawia się ona przede wszystkim w świętości jego członków. Bo świętość jest darem. O własnych siłach można zostać bohaterem, zyskać sławę, ale świętość to coś innego, coś więcej i mniej: święty nie musi być bohaterem, w nim ma objawiać się Bóg. Święty jest dosłownie: niosący Boga.

Świętując Zesłanie Ducha Świętego, wpatrujemy się w Apostołów, odważnie wychodzących przed wieczernik, i odnawiamy naszą ufność w to, że Jezus nie pozostawił nas samych wobec przeciwności i zagrożeń tego świata, ale, tak jak powiedział, jest z nami w każdym dniu.

To święto jednocześnie jest wezwaniem do rachunku sumienia: czy, choć pielęgnuję w sobie wiarę i miłość do Jezusa, nie pozwoliłem, aby moim życiem, a zwłaszcza życiem wiary, rządził lęk i nieufność. Inaczej mówiąc: czy nie przestałem wierzyć w obietnice Jezusa o darze Ducha. Ojciec Święty na placu Zwycięstwa wielkim głosem modlił się za naszą Ojczyznę i wołał: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Nam zaś przypominał słowa Jezusa: „Nie lękajcie się!”. Gdy człowiek zaczyna wierzyć swoim lękom - zamyka się na działanie Ducha. Gdy, choć słaby i pełen obaw, jak Apostołowie czuwa w wieczerniku, Duch przychodzi.

Kościół żyje i umacnia się, gdy odważnie głosi Ewangelię, gdy wychodzi na zewnątrz, do tych, którzy z jakichkolwiek względów odrzucają lub ignorują przesłanie Ewangelii. Kościół chroni dziedzictwo wiary Ojców, nie przez trwożliwe wypatrywanie kolejnych zagrożeń i nieustanne straszenie nimi, ale wtedy, gdy wiarę tę wyznaje radośnie i odważnie.
Ilekroć zaczynamy patrzeć na otaczający nas świat jako na nieustanne zagrożenie, miejsce, gdzie pojawiają się ciągle nowe niebezpieczeństwa dla naszej wiary i moralności, ilekroć pozwalamy, aby naszymi uczuciami, myślami i decyzjami kierował lęk, ilekroć kierujemy się chęcią odgrodzenia od zepsutego świata i zamknięcia się w gronie wybranych „czystych”, tylekroć sprzeniewierzamy się naszej wierze i stajemy się małoduszni, dosłownie: ludźmi małego ducha. A przecież jako chrześcijanie, ludzie żyjący w mocy Ducha, mamy dawać świadectwo: w tym również świadectwo odwagi i wielkoduszności.