Panorama 360

Aktualności

 

Łaski bez!

I znów pewnie rodzi się w nas opór i wątpliwości odnośnie tej przypowieści. To ciekawe, że ostatnio chyba częściej buntujemy się przeciw słowom Ewangelii niż jesteśmy z nimi zgodni. Przyczyna tego tkwi w powierzchownej interpretacji, nie docierającej do głębi prawdy objawionej, czyli w niezrozumieniu właściwej treści Słowa Bożego: zatrzymujemy się na poziomie czysto ludzkich, emocjonalnych skojarzeń. To dowodzi jak daleko odeszliśmy w życiu i myśleniu od ducha Ewangelii, a jak przylgnęliśmy do wyobrażeń i pojęć tego świata. Spróbujmy więc sięgnąć trochę głębiej.

Każdy ze sług otrzymał w depozyt i użytkowanie sporą sumę pieniędzy. Jeden talent to była wtedy równowartość 34 kg złota lub srebra. Nie był to podarunek „na drobne wydatki”, lecz zobowiązująca pożyczka, okazyjny kredyt, obiecujący duży zysk, ale pod warunkiem odpowiedzialnej pracy.

Kwota była proporcjonalna do indywidualnych możliwości każdego. Na tym polega prawdziwa sprawiedliwość: nie każdemu po równo, lecz każdemu według możliwości. Bóg nie stawia człowiekowi zadań ponad siły. Wymaga tylko tyle, ile wie, że człowiek jest w stanie osiągnąć. I według takich kryteriów też rozlicza. Nie musimy więc patrzeć zazdrosnym okiem na to, że inni potrafią osiągnąć więcej: komu więcej dano, od tego też się więcej wymaga. Mamy więc zrobić tyle, nas ile nas stać, a przynajmniej starać się okazać minimum dobrej woli – wtedy będziemy OK. Problem i grzech zaniedbania zaczyna się wtedy, jeśli nie zrobimy nic, jeśli zrezygnujemy w ogóle z wysiłku. Bóg nie cierpi małoduszności, a jeszcze bardziej nie lubi, gdy człowiek w rozpaczliwym geście zamyka się w sobie, manifestacyjnie pokazuje Bogu, że Go nie potrzebuje, że ma Go gdzieś.

Oczywiście Bóg nie robi tego z powodu urażonej dumy czy obrażalstwa na punkcie swojej Osoby. To tak jak ojciec, który widzi, że dziecko zacina się w złości i zaczyna robić coś, czym może wyrządzić sobie krzywdę. Czy pozwoli mu na to? A jeśli nie, to czy tylko dlatego, że poczuje się obrażony, czy też raczej z miłości, w trosce o swoje dziecko – by je ustrzec przed nieszczęściem? Otóż Pan Bóg tak samo – chce nas ustrzec przed nieszczęściem potępienia, bo każdy, kto odcina się od Boga i próbuje być samodzielny, ten skazuje się na potępienie.

Na tym polega najgorszy z grzechów – szatańska pycha! Czy nasuwają się nam już skojarzenia z grzechem pierworodnym? „Ja sam wiem lepiej, nie potrzebuję Cię!” Chyba tak pomyślał sobie ten zły sługa: „poradzę sobie sam, mam wszystko to, czego potrzebuję i żadnej łaski nie chcę!” Tu jest istota grzechu: nie potrzebuję Twojej łaski, Boże! Zbawię się bez Ciebie!”

Ale to jest tragiczne złudzenie i nieporozumienie. Jeśli ktoś myśli, że starczy mu tego, co sam ma, trwa w straszliwym błędzie! W decydującym momencie rozliczenia okaże się to bowiem całkowicie nieprzydatne i bez wartości – tak, jakby nie miał nic, jakby wszystko stracił, bo postawił na niewłaściwe akcje.

Ale skupmy trochę uwagę na tych dobrych i pracowitych sługach. Oczywiście wszelkie skojarzenia nadgorliwości czy lizusostwa są całkowicie fałszywe – jest to chyba pozostałość po minionym okresie, w którym każde pozytywne wychylenie się było traktowane jako uległość wobec znienawidzonego systemu czy władzy. Ale w normalnych układach ekonomicznych i społecznych, inicjatywa, zaradność i przedsiębiorczość są bardzo wysoko cenione i premiowane. Także i Pan Bóg lubi ludzi z inicjatywą, ale z Bożą inicjatywą, tzn. takich, którzy Mu potrafią bardziej zaufać i lepiej rozpoznać i pełnić Jego wolę, a nie takich, którzy Mu się przeciwstawiają. Taka postawa przemyślności i niekonwencjonalności w wykorzystywaniu łaski Bożej, zasługuje na najwyższą pochwałę! Pan Jezus powie o nich, że to „gwałtownicy zdobywają Królestwo Boże”, ci, którzy potrafią całkowicie zaufać Jego miłości.

Ks. Mariusz Pohl